TALENTY I PASJE

PUBLIKACJA TWÓRCZOŚCI ARTYSTY JÓZEFA SOWADY

ESEJE

Po co się maluje

Czasami obserwacja odruchowych czynności prowadzi do wyciągnięcia interesujących wniosków. Jeżdżąc autobusami, zauważyłem, jak pasażerowie nie tylko przecierają zaparowane szyby, ale i kreślą na nich zagadkowe znaki. Sam się na tym przyłapałem. To gryzmolenie wynika z natury człowieka i ma swoje uzasadnienie sięgające dalej i głębiej niż to się wydaje szaletowym rysownikom oraz wykonawcom “sprejografii”,

Ludzie malowali od zarania, od czasu, kiedy wyłonili się z tła przyrody i uświadomili sobie własną odrębność. Upłynęły miliony lat zanim wraz z dojrzewającą świadomością i logicznym myśleniem wzrosły twórcze możliwości człowieka. Zaczęło się od wytwarzania niezbędnych do przeżycia narzędzi ozdabianych układami rytmicznych form. Owe rytmy, nacinane lub malowane na przedmiotach, były odbiciem prawidłowości dostrzeganych w naturze. Pierwsze malowidła jaskiniowe pojawiły się ok. 30 tys. lat p. n. e. Znajdują się w różnych stronach świata i posiadają wiele wspólnych cech. Przypisuje się im znaczenie magiczne – miały ponoć zjednywać groźną i niezrozumiałą przyrodę.

Wiemy, jakie były początki, ale właściwie dlaczego ludzie w ogóle malowali i malują?

Dzieła sztuki, niezależnie od swego charakteru i okresu powstania, są zawsze rezultatem licznych czynników życia historycznego, okoliczności społecznych, ideowych, artystycznych. Równie ważny jest fakt, że sztuka wypełnia pewne niedostatki rzeczywistości − zawiera w sobie coś, czego próżno szukać w codziennej egzystencji. Inaczej nie byłaby potrzebna. W istocie twórczości, co niezmiernie ważne, mieści się także element bezinteresownej radości, zarówno po stronie twórcy jak i odbiorcy.

Jednakże znaczenie takich funkcji, jak: "kompensowanie", “wyrażanie", "odbijanie" (np. wizualnej urody świata), "symbolizowanie" nie wystarcza, by w pełni uzasadnić sens aktu twórczego.

No więc, jak to właściwie jest z tym malowaniem?

Mówiąc najprościej − dzieło sztuki to znak indywidualnych przeżyć ujętych w kształt, który może być przekazany odbiorcy. Przyjmując, że dzieła powstają z wewnętrznej konieczności utrwalania przemijającego czasu − sztuka jest śladem trwania.

Naczelna idea działań artystycznych polega przeto na stwarzaniu dokumentów, które nie służąc tylko dekoracji życia, dają świadectwo Istnienia i "przedłużają" je w jakiś sposób.

Najgłębszym, genetycznie zakodowanym i często nieuświadomionym lękiem, jest lęk człowieka przed śmiercią. Być może to zbyt karkołomne twierdzenie, ale myślę, że właśnie ten lęk, a także idealistyczna tęsknota za Absolutem, są głównym motorem tworzenia. Owo "przedłużanie życia" za pomocą obrazów, muzyki czy poezji nie jest wyłącznością artystów. Każdy pozostawia po sobie jakąś wartość i pamięć. Pomijam wartość człowieka mierzoną grubością jego portfela i związaną z tym wdzięczną pamięć spadkobierców. Mam na uwadze rzecz niewymierną, a polegającą na odnajdywaniu tej części własnej osobowości, która może być ofiarowana innym.


Czytanie obrazu

Malarzom często zadaje się zabawne pytanie. Dotyczy ono zwykle tak zwanych dzieł "abstrakcyjnych", to znaczy nieodtwarzających dotykalnej rzeczywistości. Ludzie pytają: "Co artysta chciał powiedzieć, co przedstawia dany obraz, bo nic z tego nie rozumiem". Ja osobiście odpowiadam wtedy pytaniem: A cóż na przykład przedstawia drzewo? Nie trzeba być od razu dendrologiem, by idąc lasem, odczuwać, przyjemność kontaktu z naturą. Tak samo nie trzeba być wyrafinowanym znawcą malarstwa, by odebrać fluidy emanujące z obrazu. Pod warunkiem, że tenże jest "prawdziwy", czyli przekazuje autentyczne emocje twórcy w przekonywującej formie malarskiej. Ale i odbiorca musi być człowiekiem wrażliwym i pozbawionym uprzedzeń. Poprzez własną wrażliwość, wyobraźnię powinien dzieło niejako "rozbudować". Wiedza lub niewiedza z zakresu historii sztuki nie ma tu wiele do rzeczy. Oglądając malowidło, traktujmy je jako część naszego naturalnego otoczenia. Jest ono przecież śladem przeżyć żyjącej i czującej osoby.

Niestety, wiem z doświadczenia, że pomiędzy większością widzów a płótnem rozciąga się wielka pancerna szyba. Widać przez nią, co prawda, ale dotknąć, "przeniknąć" obrazu nie sposób. Czemu tak jest? Wszyscy wiedzą, co to jest i jak działa żelazko. Dlatego chcą też wiedzieć, jak działa obraz. Pamiętać trzeba jednak, że żelazko to nie malowidło, które jest rzeczą tylko w warstwie materialnej. Bowiem prawdziwe dzieło sztuki przekracza swą materialność i sytuuje się w sferze duchowej człowieka. Błąd w odbiorze polega na potraktowaniu malarstwa jak rebusu, który należy koniecznie rozwikłać. Także na różnicy pomiędzy tym, co się wie, a co się rozumie. Można przecież dużo wiedzieć, ale niewiele rozumieć i odczuwać. Sztuka nie ma na celu dawania odpowiedzi, lecz poprzez stwarzanie pytań ma rodzić w nas refleksje. Proponuję więc "czytać między wierszami" i przeżywać, a nie przeliczać. W tej dziedzinie bowiem dwa razy dwa nie zawsze jest cztery.

Z pewnością znasz wyrobiony Czytelniku "Serwisu” "Monę Lisę" niejakiego Leonarda. Obraz przedstawia kobietę przeciętnej urody na tle skalistego pejzażu. Wyróżniają się subtelnie ułożone dłonie i uśmiech, któremu przypisano niepotrzebnie tysiące znaczeń. Znam dziesiątki portretów równie dobrych, a często ciekawszych malarsko. Dlaczego więc akurat do "Giocondy" ciągną tłumy? Odpowiedź jest prosta. Każdy wielki obraz można odbierać w dwojaki sposób. Można zauważyć jedynie zewnętrzną, "literacką" treść, ale istnieje również sposobność penetracji w głąb dzieła sztuki, przeżywania jego wewnętrznego pulsowania − aktywnie i wszystkimi zmysłami. "Mona Lisa" posiada taką właśnie głębię wyrażającą kosmiczną harmonię, a przede wszystkim jedność ludzi i otaczającego ich świata.

Muzyka, poezja, sztuki plastyczne mimo różnic formalnych w gruncie rzeczy posługują się wspólnym językiem, bo zawierającym uniwersalną mistykę zdolną dotrzeć do każdego. Trzeba tylko zechcieć nieco się otworzyć. Artysta to człowiek podobnie odczuwający rzeczywistość jak inni, tyle że wyraża przeżycia w sposób sobie i uprawianej dyscyplinie właściwy. Malarstwo, nawet to najbardziej hermetyczne, abstrakcyjne jest odbiciem wewnętrznych praw natury i jej aspektów często ukrytych, nie przeczuwanych. Cennino Cennini. włoski malarz i teoretyk pisał o malarstwie na początku XV wieku: "Jest to sztuka wymagająca fantazji i rękodzieła, aby wynajdować rzeczy niewidzialne. kryjące się pod wyglądem prawdziwych i utrwalać je ręką tak, aby udowodnić, żę to czego pozornie nie ma − istnieje". Warto też na koniec uświadomić niezorientowanym, że sztuka nie jest rozrywką, ale głęboko wewnętrzną pracą, a człowiek w sztuce "dojrzewa do wolności i odpowiedzialności". Tak powiedział wielki malarz, uczeń Strzemińskiego, prof. Stanisław Fijałkowski. A ja mu wierzę, bo tak właśnie jest.

Wiersze wybrane

Milcząc

Nie doceniamy wagi milczenia.
W powodzi słów, natłoku informacji gubimy się coraz bardziej
tracąc z pola widzenia to co istotne.
Mówimy byle co o byle czym i byle jak. Za rzadko milczymy.
Milcząc można wyrazić więcej.
Słowa nie oddają nawet trzeciej części tego, co odczuwamy,
bowiem język jest narzędziem zbyt niedoskonałym.
W milczeniu poddajemy się rozpaczy, w ciszy też przeżywamy
chwile wielkiego szczęścia.

***

Kiedy umrę
nie zapominaj, że powrócę
mogę być wtedy kamieniem
leżącym w brudzie drogi
kamieniem który podniesiesz
i bezwiednie
zaciśniesz
w swojej
dłoni

***

Szukam Cię po wszystkich kątach
w nieustannej codzienności
ciągle węszę i myszkuję od ściany do ściany,
nieczego tu nie ma oprócz zakurzonych listów
i pyłu spod Twych sandałów.

***

Trudno Cię odnaleźć w tym zagęszczeniu świata
w tym natłoku światła
może zgasić trzeba wszystko – aby jasność tak bardzo odległa
zdołała się przebić

***

Twój cień na drodze
pochyl się i dotknij go
to znak obecności
jest z Tobą gdy świeci słońce

ciesz się
że fale czasu
nie rozmyły jeszcze
Twoich śladów

***

Nigdy i nigdzie
nie zaznam spokoju
po tych latach i dniach
niepewności

czy znowu mam stanąć
na rozstaju snów
i wypatrywać drogi wiodącej
do nikąd

PIERRO DELLA FRANCESCA (1420-1492)

Obraz to cisza kolorów i dostojność linii
cały świat który można dotknąć
a tak odległy

Ślepy starzec bierze w dłoni
skrawek światła
przykłada do oczu patrzy - widzi znów -
to czego nie zobaczą nigdy
prawdziwi ślepcy i złodzieje myśli
widzi przestrzeń która istnieje
poza oczywistością malarskiej deski
i wie o czym śnią żołnierze
u grobu Zmartwychwstałego